Ojciec, kiedy pisał – a jeśli akurat nie czytał, to zazwyczaj pisał – palił niemal bez przerwy. Kiedy wchodziło się do jego pokoju, pod sufitem unosiła się chmura mentolowego dymu Salemów. Atmosfera, na którą składał się dym papierosowy, zapach zakurzonych książek, stukot maszyny do pisania, przy której siedział nieobecny, zatopiony w myślach, miała w sobie coś, od czego mogło się zakręcić w głowie – coś głębokiego, nieuchwytnego, magicznego i podniosłego zarazem.
Lem pisał
Powrót z gwiazd w roku 1960 - nie tylko przed lotami Apolla, ale nawet przez Gagarinem. W roku 1960 za oczywistość uważano to, że ludzkość po wystrzeleniu w kosmos pierwszych satelitów zabierze się w końcu do lotów załogowych, najpierw na najbliższe ciała niebieskie, a potem dalej - ku gwiazdom. Kiedy piszę te słowa w roku 2001, za oczywistość uważa się już co innego - że kosmos interesuje nas tylko jako miejsce dla satelitów meteorologicznych i telewizyjnych. Nie wiadomo, czy podatnicy rozwiniętych krajów demokratycznych będą gotowi sfinansować lot na Marsa czy w ogóle jakikolwiek załogowy lot poza ziemską orbitę. Nie chcemy wyprawy do Fomalhaut, chcemy mieć satelitarną telewizję i meteorologię. Niewykluczone, że
Apollo XVII okaże się ostatnim załogowym statkiem, jaki opuścił planetę Ziemia.
“
| — |
Wojciech Orliński, “Słownik terminów Lemowskich” — Betryzacja (via time-loop)
|
Kiedy kanibal używa noża i widelca, czy jest to oznaką postępu?
Komputer? Sam? Już panu tłumaczyłem, że on jest głupi.